Niezawodny Volkswagen?
Historia trochę jak z melodramatu ale dobrze wspominana. Co zaskoczyło? Czy samochód polecany to "Niezawodny Volkswagen?" Przekonaj się w artykule, sprawdź sam.
FusionTechniks
4/29/20253 min read


Czy Volkswagen faktycznie był dobry?
Znajdujemy się w kolejnym opowiadaniu dotyczącym pojazdu marki Volkswagen.
Od zawsze zawieszałem oko na modelach Passata.
Tego dnia byłem akurat w supermarkecie – jeśli dobrze pamiętam, był to Gèant lub już Real (obecnie Auchan) – w dziale z narzędziami. Przebywalem w alejce z narzędziami i przeglądałem różnice cenowe między markami, aż wszedłem na portal aukcyjny, gdzie pojawiła się ciekawa oferta. W końcu coś rozmyślałem powoli o innym samochodzie dlatego, że nie miałem już żadnego. Po sprzedaniu Mercedesa zostałem tak naprawdę z niczym (nie licząc pojazdu napędzanego własnymi siłami marki rower).
Oferta, którą wtedy zauważyłem dotyczyła egzemplarzu, który znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od mojej miejscowości, a ogłoszenie wystawił handlarz z niewielkiego komisu. Jak to się zwykle mówi – handlarze "picują" złomy pod sprzedaż. Ale ten VW Passat B3 z 1991 roku za 2500 zł prezentował się zaskakująco dobrze.
Granatowy sedan z elektrycznym szyberdachem, lusterkami, szybami z przodu i oczywiście wspomaganiem kierownicy. To było wtedy jak pełen full komfort. Centralny zamek też posiadał. Wnętrze było takie puste trochę i smutne. Dlaczego tak je opisuję? Podsufitka pewnie była opadająca, więc poprzedni właściciel (lub sam komisiarz) wpadł na pomysł wytargania jej i pomalowania samej płyty srebrzanką. W zimie auto przez to słabo trzymało ciepło i miało trochę problem początkowo złapać temperaturę, ale wszyscy raczej wiemy, że to była usterka warta kilkadziesiąt złotych i mam na myśli wymianę odpowiedniego elementu.
Silnik miał 1800 cm³, klasyczny benzyniak 90 KM, 8 zaworów. Palił sporo, ale jechał za to jak „przecinak”. Ogólnie auto było wygodne, przestronne i miało niezłe osiągi – udało mi się wyciągnąć 140 km/h i czułem się przy tym bezpiecznie, więc nie można mówić o źle trafionym egzemplarzu.
Zdziwiło mnie, że samochód z komisu nie sprawiał większych problemów. Jedyna naprawa to wymiana rozrządu z rolkami – bez pompy, wersja budżetowa. Jeździłem nim głównie do pracy i na rzadkie wypady – spalanie w końcu robiło swoje.
Blacharsko? Bez zarzutu, praktycznie zero oznak rdzy. Solidnie wykonany model pojazdu miał zdrową podłogę i progi. Wersje te miały ocynkowaną blachę od spodu aż do klamek. Volkswagen stosował połowiczny ocynk (dla porównania Audi stosowało na całej bryle).


Zawód do samochodu?
Niestety, jedna sytuacja zaważyła na sprzedaży. W trakcie jazdy do rodziny sprzęgło zaczęło się kończyć błyskawicznie. Miałem mieć holowanie (2 km po płaskim), ale ktoś kto zapewniał pomoc po prostu bardzo szybko się wycofał mówiąc, że taki ciężki pojazd i spali sobie sprzęgło. Zdenerwowanie rosło wraz z uczuciem irytacji. Musiałem radzić sobie sam.
Sam do dziś zastanawiam się dlaczego spróbowałem dojechać sam bez pomocy drogowej czy kogoś kto obiecywał jak się okazuje - niewykonalne. Jak więc to rozwiązałem?
Odpaliłem silnik z wciśniętym sprzęgłem i wrzuconą jedynką. Auto ruszyło od razu. Wiedziałem, że nie mogłem się zatrzymać – każde zatrzymanie oznaczało zgaszenie silnika. Emocje były spore, zwłaszcza że około 23:00 usłyszałem sygnał karetki. Na szczęście przejechała przez skrzyżowanie i droga się oczyściła zanim sam się do niego dotoczyłem.
Całe 2 km przejechałem na jedynce, bez zatrzymywania. Miałem szczęście – droga była pusta.
Sprzedałem auto, bo wymiana sprzęgła z usługą kosztowała ok. 600 zł. Uznałem, że nie warto – auto paliło dużo, więc lepiej było sprzedać je okazyjnie.
Jeździłem nim około roku i gdyby nie ten poważniejszy mankament w tamtym okresie, zapewne zostałby na dłużej. Po wystawieniu ogłoszenia szybko znalazł nowego, zadowolonego właściciela. Ja zacząłem się rozglądać za czymś mniejszym i oszczędniejszym.
Marka, którą wtedy wypatrzyłem, pochodziła z Włoch. Jak myślisz – co to było? Przekonasz się już w kolejnej historii.
Z perspektywy FusionTechniks.
